…moje dlaczego…

Z haftem krzyżykowym zetknęłam się już w dzieciństwie. To naprawdę… trochę dawno było.
Tajemnicze wzory które, nie wiedzieć do końca skąd, trafiły w ręce mej Babci stawały się za każdym razem pełne mocy. Mogłabym te kilka cennych kartek oglądać na okrągło. Prawdopodobnie były pamiątką po Prabababci, która zdobyła je skądś po wojnie. Takie wzory może nawet wykonywała przed pierwszą lub drugą wojną na terenie Polski gdzie obecnie jest Ukraina.
Gdy moje dziecinne oczy zachwycały sie haftem krzyżykowym nie miałam dostępu do dziś popularnych kanw. Nikt nie pokazał ani nie zaproponował mi zgrzebnego płótna czy skrawka lnu. Na takim równo tkanym kawałku już można by było chociaż spróbować. Dopiero w późniejszych latach szkolnych zetknęłam się z kolejną partią wzorów. Przypadkowo (czy aby na pewno?) napotkane gazety z haftem krzyżykowym sprawiły, że zaiskrzyło między nami.
Skrzętnie przerysowywałam wzory do zeszytu w kratkę. I tak haczyk hafciarski został połknięty. Małe kroki, choć wymagały nie lada wyczynu sprawiły, że haft krzyżykowy stał się tym co niesie, a często nawet mnie podnosi po dziś dzień.
Ten niepozorny haft krzyżykowy ma dla mnie swój podwójny wymiar, bo niesienie krzyża w codzienności jest równie wymagającym zajęciem. Gdy skupisz się na Krzyżu zrozumiesz, a jeśli nie rozumiesz to wystarczy, że będziesz przy Nim obecny. Jeśli tego nie robisz – spróbuj – spoglądać w ciszy na Niego i przy Nim trwać. Po prostu bądź, tak jak On Jest.
Jezus powiedział do Nikodema:
«Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego.
Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony».
(J 3,13-17)